Looked Homeward I Saw No Angel / Spojrzałem w stronę domu, Anioła nie było, 1958
olej na płótnie
56 x 46 cm (wymiar z ramą 74 x 64 cm)

sygn. p.d.: Themerson

Proweniencja:

- Drian Galleries, Londyn
- kolekcja Bart N. Stephen (attaché kulturalny Ambasady Amerykańskiej w Warszawie w latach 1963-1965)
- kolekcja prywatna, Polska

Wystawy:

Wystawy

- Londyn, Drian Galleries, A Retrospective Exhibition of Paintings and Drawings by Franciszka Themerson, Wrzesień - Październik 1963, no. 38
- Warszawa, Zachęta Centralne Biuro Wystaw Artystycznych, Franciszka Themerson, malarstwo, rysunek, 07.02 – 27.02.1964, no. 8

Bibliografia:

Bibliografia

- kat. wystawy, A Retrospective Exhibition of Paintings and Drawings by Franciszka Themerson, Londyn, Drian Galleries, 1963, b.s., no. 38, il.
- kat. wystawy, Franciszka Themerson, malarstwo, rysunek, Zachęta Centralne Biuro Wystaw Artystycznych, 1964, nr kat. 8, il.

Opis:

Franciszka Themerson córka wybitnego malarza - Jakuba Weinlesa i żona Stefana Themersona była równie utalentowana jak ojciec, oryginalna i wizjonerska jak mąż. Razem tworzyli duet wszechstronnych, awangardowych artystów, łącząc talenty plastyczne, muzyczne, poetyckie i filmowe, będąc jednocześnie otwartymi na nowe prądy, poszukując wciąż odpowiednich środków wyrazów. Jednocześnie nie stronili od eksperymentów w powyższych dziedzinach.

Tworzenie było jej pasją, w malarstwie wyrażała się najlepiej przedstawiając postać ludzką w niecodziennych scenach. Przywoływała sytuacje niemożliwe w realnym świecie, jednak w jej narracji stawały się niemal autentyczne. Bohaterowie tych prac to samotnicy o złożonych osobowościach, zestawieni ze współczesnym, światem – bywają oni postawieni w nowych dla siebie rolach, których nie rozumieją. Twarze i oczy bohaterów ukazują te rozbicie – wyczytać z nich można – samotność, nostalgię, ale również nadzieję.

Oferowany obraz – „Spojrzałem w stronę domu, Anioła nie było” z 1958 roku, to charakterystyczna praca dla malarki, reprodukowana kilkakrotnie w prasie i katalogach wystawienniczych. W formie nawiązuje do sztuki pierwotnej. Postać ludzka namalowana jakby ręką prymitywisty, ukazana w gradacji kolorystycznej od zimnych po ciepłe barwy, wyczuć w niej można echa twórczości Paula Klee, do którego Themerson wciąż była i jest porównywana. Przekaz treści oddany został jednak w dojrzały, lekko przewrotny sposób. Postać na płótnie ma dwie twarze i pięć kończyn, usytuowana po prawej stronie kompozycji, spogląda raz w prawo, raz w lewo, jest ciemno-szara, w kontraście do ciepłych kolorów tła. Te zaś, z prawej podzielone na nierówne prostokąty, mogą mieć jeszcze inne przesłanie niż budowanie głębi. Ukazana postać ludzka z kontrastowo dużą głową w porównaniu do reszty tułowia, z dwoma twarzami mogłaby być namalowana przez kogoś niedoświadczonego jak dziecko, jednak ta zewnętrzna warstwa obrazu, niemal groteskowa, jest tylko wierzchnią warstwą znaczeniową. Dwie twarze posiadają szeroki wachlarz interpretacji. W tej symbolice możemy widzieć maski zakładane przez każdego z nas, by ułatwić funkcjonowanie w świecie. Dwa oblicza mogą być niechlubnymi cechami jak dwulicowość czy obłuda. Postać jest przygnębiona, choć przestrzeń poza nią wydaje się świetlista, jasna. To zestawienie otwiera drzwi do interpretacji. W tytule wspomniany jest Anioł, który się nie pojawił – tytuł dodaje nam nowych pytań, nie wiadomo czy anioł miał ochronić bohatera z obrazu, czy towarzyszy mu? Czy opłakiwać z nim kogoś? – każde pytanie otwiera nowe rozwiązanie, daje nową historię…

Człowiek z obrazu nie ma imienia ani płci, może być utożsamiany z każdym z nas, symbolizować każdego. Barwę, narzuconą przez autorkę możemy interpretować jako pogrążenie w chorobie, żałobie bądź nostalgii, dodatkowo w oku postaci można dostrzec spadającą łzę. Druga twarz spogląda błagalnie w górę, co takiego artystka usiłuje nam przekazać? Sam obraz to początek historii, jest zaproszeniem wysłanym dla ciekawego widza.

Franciszka Themerson wpisuje do swoich obrazów wiele symboli, kolorów oddziałujących na emocje. Kreśli linie i ukazuje postace wydające się śmiesznymi, lecz gdzieś głęboko, skrywającymi tajemnicę.

Na dodatkową uwagę zasługuje forma, jaką artystka buduje dzieło. Impastowo kładziona farba, żłobione w strukturze obrazu, zgeometryzowanie formy, nadanie pewnego rytmu, doskonale posługiwanie się linią, która konstruuje figury, w sposób niejednoznaczny oddziela bohatera od tła. Owa finezyjna lina prowadzi nas w zakamarki płótna, spostrzegamy emocje, grymasy twarzy, gesty dłoni.

Twórczość i życie Franciszki Themerson wciąż jeszcze mało znane w porównaniu do jej talentu, wizji, zdolności i artystycznego spadku, który po sobie zostawiła. Tworzyła ze swoim mężem Stefanem doskonałą całość, oboje utalentowani, otwarci i kochający sztukę. Warto zagłębić się w kolejne warstwy znaczeń, będących ukryte w jej płótnach.

  • Zapytaj o tę pracę